O fundacji
Historia
Droga, która doprowadziła do powstania Fundacji Bezpiecznik.
Jestem ojcem. Jestem ekspertem. Wierzę, że bezpieczeństwo można zmieniać.
Historia powstania Fundacji Bezpiecznik
Są wydarzenia, które zmieniają nasze życie. Są doświadczenia, które nadają nowy sens temu, co robiliśmy przez lata. I są chwile, w których człowiek uświadamia sobie, że wiedza, doświadczenie i przekonania zobowiązują go do czegoś więcej.
Dla mnie taką chwilą był wypadek mojego syna.
Ale historia Fundacji Bezpiecznik zaczęła się znacznie wcześniej.
30 lat w służbie bezpieczeństwa
1 września 1996 roku rozpocząłem swoją drogę zawodową. Od samego początku była ona związana z bezpieczeństwem człowieka — jego życia, zdrowia, pracy i codziennego funkcjonowania.
Przez kolejne trzy dekady bezpieczeństwo stało się nie tylko moją profesją, ale również życiową pasją i obszarem szczególnej odpowiedzialności.
Zdobywałem wiedzę, doświadczenie i kompetencje, również jako ekspert związany z Centralnym Instytutem Ochrony Pracy – Państwowym Instytutem Badawczym.
Jako przedsiębiorca rozwijałem działalność Safety Group J&J, zajmującą się profesjonalnym doradztwem i obsługą przedsiębiorstw oraz instytucji w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy, ochrony przeciwpożarowej i szeroko rozumianego bezpieczeństwa człowieka.
Przez lata współpracowałem z wieloma organizacjami, przedsiębiorstwami i instytucjami. Przygotowywałem opracowania, analizy, opinie i ekspertyzy. Zajmowałem się badaniem okoliczności wypadków, uczestniczyłem w postępowaniach powypadkowych, oceniałem zagrożenia i wskazywałem rozwiązania mające zapobiegać podobnym zdarzeniom w przyszłości.
W centrum mojej pracy zawsze znajdował się człowiek.
Dziecko, które powinno być bezpieczne w szkole. Młody człowiek rozpoczynający swoją drogę zawodową. Pracownik, który każdego dnia powinien wracać zdrowy do domu. Rodzic, który powierza bezpieczeństwo swojego dziecka określonej instytucji. Senior, który potrzebuje szczególnej ochrony i wsparcia.
Z czasem coraz mocniej przekonywałem się, że bezpieczeństwo to znacznie więcej niż przepisy, instrukcje, szkolenia czy dokumentacja.
Bezpieczeństwo to odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Wypadki to nie tylko liczby i dokumenty
W swojej pracy wielokrotnie spotykałem się z ludzkimi dramatami.
Za każdym wypadkiem kryje się konkretna historia. Czasami jest to chwila nieuwagi, czasami splot nieszczęśliwych okoliczności, a niekiedy zaniedbania, błędne decyzje lub niewłaściwie funkcjonujący system bezpieczeństwa.
Jednak niezależnie od przyczyn konsekwencje zawsze dotykają ludzi.
Wypadek może oznaczać ból, długotrwałe leczenie, rehabilitację, utratę sprawności, poczucia bezpieczeństwa, a niekiedy również dramatyczną zmianę całego życia.
Dotyka nie tylko osoby poszkodowanej, ale także jej najbliższych.
Przez lata analizowałem takie sytuacje jako specjalista. Poszukiwałem przyczyn, oceniałem okoliczności, formułowałem wnioski i rekomendacje.
Wiedziałem, jak powinny działać procedury. Rozumiałem znaczenie odpowiedzialności instytucji i osób, którym powierzono troskę o bezpieczeństwo innych.
Jednocześnie coraz częściej zadawałem sobie pytanie, czy jako społeczeństwo rzeczywiście potrafimy wyciągać wnioski z wypadków.
Czy dostatecznie dużo robimy, aby im zapobiegać?
Czy poszkodowani i ich rodziny otrzymują odpowiednią pomoc?
Czy instytucje zawsze potrafią spojrzeć na sytuację z perspektywy człowieka, a nie wyłącznie dokumentacji i obowiązujących procedur?
Przez wiele lat były to dla mnie pytania zawodowe.
Aż pewnego dnia stały się pytaniami bardzo osobistymi.
Przede wszystkim jestem ojcem
Wiosną tego roku wydarzyło się coś, co na zawsze pozostanie w pamięci mojej rodziny.
Mój syn uległ wypadkowi w szkole.
Nagle wszystko, czym zajmowałem się przez niemal 30 lat, nabrało zupełnie innego znaczenia.
Przestałem patrzeć na wypadek wyłącznie oczami eksperta.
Bo przede wszystkim jestem ojcem.
Ojcem, który kocha swoje dziecko. Który martwi się o jego zdrowie, przyszłość i poczucie bezpieczeństwa. Który chciałby ochronić je przed cierpieniem, bólem i konsekwencjami zdarzeń, na które nie zawsze ma wpływ.
W jednej chwili wiedza zawodowa spotkała się z emocjami, których nie da się zamknąć w żadnym protokole.
Znalazłem się po drugiej stronie sytuacji, które przez lata analizowałem.
Nie byłem już tylko osobą oceniającą okoliczności zdarzenia.
Byłem rodzicem oczekującym odpowiedzi.
Chciałem wiedzieć, dlaczego doszło do wypadku, czy można było mu zapobiec i jakie działania zostaną podjęte, aby podobne zdarzenie nie spotkało innego dziecka.
Chciałem mieć pewność, że zdrowie i dobro młodego człowieka pozostają najważniejsze.
To doświadczenie pokazało mi, jak istotne jest nie tylko samo zapobieganie wypadkom, ale również wszystko to, co dzieje się po ich wystąpieniu.
Sposób komunikacji. Rzetelność wyjaśniania okoliczności. Dostęp do informacji. Poszanowanie praw poszkodowanego. Wsparcie rodziny. Gotowość do przyznawania się do błędów i wyciągania wniosków.
Zrozumiałem jeszcze wyraźniej, że nawet najlepsze przepisy nie zastąpią empatii, odpowiedzialności i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Z osobistego doświadczenia narodziła się decyzja
Wypadek mojego syna stał się dla mnie impulsem do głębszej refleksji.
Przez niemal trzy dekady zdobywałem wiedzę i doświadczenie, które wykorzystywałem przede wszystkim w działalności zawodowej.
Teraz poczułem, że mogę i powinienem zrobić coś więcej.
Nie chciałem ograniczać się do rozwiązania jednej sprawy. Nie chciałem, aby trudne doświadczenie naszej rodziny pozostało wyłącznie osobistym wspomnieniem.
Zacząłem myśleć o wszystkich rodzicach, którzy w podobnych sytuacjach czują się bezradni. O dzieciach i młodzieży, których głos nie zawsze jest dostatecznie słyszalny. O osobach poszkodowanych, które nie wiedzą, gdzie szukać pomocy, jak rozumieć swoje prawa i do kogo zwrócić się po wsparcie.
Pomyślałem również o ludziach, którzy nie mają specjalistycznej wiedzy, doświadczenia ani możliwości samodzielnego analizowania skomplikowanych procedur.
Skoro nawet człowiek z wieloletnim doświadczeniem w obszarze bezpieczeństwa może stanąć przed tak trudnym doświadczeniem, jak radzą sobie osoby, które nie mają takiego przygotowania?
To pytanie stało się jednym z fundamentów mojej decyzji.
Postanowiłem stworzyć organizację, która połączy profesjonalną wiedzę z rzeczywistą troską o człowieka.
Organizację, która nie będzie obojętna.
Tak narodziła się Fundacja Bezpiecznik.
Dlaczego Bezpiecznik?
Nazwa fundacji nie jest przypadkowa.
Bezpiecznik to niewielki element, który pełni niezwykle ważną funkcję. Chroni przed zagrożeniem, reaguje wtedy, gdy pojawia się niebezpieczeństwo, i pomaga zapobiec poważniejszym konsekwencjom.
Chciałbym, aby właśnie tak działała nasza fundacja.
Aby dostrzegała zagrożenia, zanim doprowadzą do tragedii.
Aby reagowała wtedy, gdy człowiek potrzebuje wsparcia.
Aby pomagała identyfikować problemy, których inni nie dostrzegają lub nie chcą dostrzegać.
Aby była głosem tych, którzy nie zawsze potrafią skutecznie upomnieć się o swoje prawa.
I wreszcie — aby nie tylko reagowała na skutki wypadków, ale przede wszystkim przyczyniała się do ich ograniczania.
Chcemy działać, zanim wydarzy się nieszczęście. A kiedy już do niego dojdzie — nie pozostawiać człowieka samego.
Fundacja wiedzy, odpowiedzialności i działania
Fundacja Bezpiecznik powstała z przekonania, że bezpieczeństwo powinno być traktowane jako wspólna odpowiedzialność.
Nie chcemy ograniczać naszej działalności do jednego środowiska, jednej grupy zawodowej czy jednego rodzaju zagrożeń.
Chcemy działać na rzecz dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów.
Chcemy wspierać osoby poszkodowane w wypadkach oraz ich rodziny, rozwijać edukację i profilaktykę, upowszechniać wiedzę, promować dobre praktyki oraz podejmować ważne społecznie tematy.
W naszych planach znajduje się również prowadzenie analiz i badań, przygotowywanie raportów, publikacji i rekomendacji, a także rozwijanie działań związanych z bezpieczeństwem cyfrowym, zdrowotnym, zawodowym i publicznym.
Wierzę, że niezależna organizacja społeczna może być ważnym partnerem dla szkół, samorządów, przedsiębiorców, instytucji publicznych, środowisk naukowych i organizacji obywatelskich.
Może zadawać trudne pytania.
Może inicjować dyskusje.
Może wskazywać nieprawidłowości i proponować rozwiązania.
Może również łączyć ludzi, którzy mają wiedzę, doświadczenie i gotowość do działania.
Nie zamierzamy budować swojej działalności na konfliktach ani szukaniu winnych za wszelką cenę.
Naszym celem jest ustalanie faktów, promowanie odpowiedzialności, poszukiwanie rozwiązań i budowanie kultury bezpieczeństwa.
Chcemy, aby z każdego trudnego doświadczenia wynikało coś dobrego — wiedza, zmiana, lepsze procedury, większa świadomość lub skuteczniejsza ochrona drugiego człowieka.
Nie zaczynam od zera
Fundacja Bezpiecznik jest nową organizacją, ale stoją za nią trzy dekady mojego doświadczenia zawodowego.
Lata nauki, pracy, spotkań z ludźmi, analizowania problemów i poszukiwania rozwiązań.
Stoją za nią także moje osobiste przekonania i wartości.
Wierzę w profesjonalizm, niezależność, uczciwość i odpowiedzialność.
Wierzę, że wiedza ma największą wartość wtedy, kiedy służy innym.
Wierzę również, że działalność społeczna nie powinna kończyć się na deklaracjach. Powinna przynosić konkretne rezultaty.
Dlatego chcę, aby Fundacja Bezpiecznik była organizacją transparentną, otwartą na współpracę i gotową do publicznego rozliczania się ze swoich działań.
Organizacją, której wiarygodność będzie wynikała nie z pięknych słów, lecz z codziennej pracy.
Od historii jednej rodziny do bezpieczeństwa wielu ludzi
Nie wiem, ilu wypadkom uda nam się zapobiec.
Nie wiem, ilu osobom będziemy mogli pomóc ani jak wiele zmian uda się wprowadzić.
Wiem jednak, że warto próbować.
Jeżeli dzięki działalności fundacji choć jedno dziecko uniknie wypadku, jedna rodzina otrzyma potrzebne wsparcie, jedna instytucja poprawi swoje procedury, a jeden człowiek odzyska poczucie, że nie został pozostawiony sam ze swoim problemem — będzie to miało ogromną wartość.
Ale moje ambicje sięgają dalej.
Chciałbym, aby Fundacja Bezpiecznik stała się rozpoznawalnym i wiarygodnym głosem w sprawach bezpieczeństwa. Organizacją, której opinie są słuchane, której raporty są czytane, a której działania prowadzą do rzeczywistych zmian.
Chciałbym budować wokół niej środowisko ekspertów, naukowców, praktyków, rodziców, nauczycieli, przedsiębiorców i ludzi, którym nie jest obojętne bezpieczeństwo innych.
Bo bezpieczeństwo nie powinno dzielić.
Powinno nas łączyć.
Moje zobowiązanie
Kiedy rozpoczynałem pracę 1 września 1996 roku, nie przypuszczałem, że po 30 latach podejmę decyzję o powołaniu własnej fundacji.
Nie wiedziałem również, że jednym z najważniejszych impulsów do jej stworzenia stanie się doświadczenie związane z wypadkiem mojego syna.
Dziś patrzę na tę drogę jako na całość.
Wszystkie lata pracy, zdobywana wiedza, spotkani ludzie, analizowane zdarzenia i osobiste doświadczenia doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem.
Nie chcę zmieniać przeszłości w opowieść o własnych osiągnięciach.
Chcę wykorzystać ją do budowania lepszej przyszłości.
Dla mojego syna.
Dla innych dzieci.
Dla rodziców.
Dla każdego człowieka, który ma prawo czuć się bezpiecznie.
Jestem ojcem. Jestem człowiekiem, który od 30 lat zawodowo zajmuje się bezpieczeństwem. I wierzę, że nawet najtrudniejsze doświadczenia mogą stać się początkiem ważnych zmian.
Dlatego powstała Fundacja Bezpiecznik.
Nie z obowiązku.
Z potrzeby serca, odpowiedzialności i przekonania, że nie wolno pozostawać obojętnym.
Bo bezpieczeństwo zaczyna się od człowieka. I dla człowieka powinno istnieć.
Jarosław Filipczak\ Fundator Fundacji Bezpiecznik\ Październik 2026 r.